“Wiatr rozwiewał moje mokre włosy. Deszcz opadał na
mnie, sprawiając, że stawałam się coraz to bardziej mokra. Ale nie
czułam w tym momencie nic. Nie czułam zimnego powietrza, deszczu zimnego
jak lód, który z każdą kroplą wkuwał się w moje ciało jak igła. Po
prostu biegłam przed siebie, piaszczystą plażą, a woda obijała mi się o
nogi. Jedyne co czułam w tym momencie to okropny smutek, ból wewnętrzny,
żal, tęsknotę. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Co zrobić ze swoją
beznadziejnością?
Biegłam długo nie zatrzymując się chodź by na chwilę. Przez moje
zaszklone od łez oczy, nie widziałam wiele. Właściwie to nawet nie
miałam potrzeby cokolwiek wiedzieć. Chciałam uciec. Uciec stąd jak
najdalej się da. Uciec od ludzi, świata, bolącej rzeczywistości.
W pewnym momencie upadłam. Nie wiem po jak długim czasie. Nie wiem jak
długo biegłam. Ale moje nogi ugięły się w pewnym momencie, a ja opadłam
na ziemię. Klęcząc i płacząc jeszcze bardziej niż wcześniej, podniosłam
głowę ku górze, krzycząc: “Boże, za co to wszystko?! Co zrobiłam złego,
że teraz mnie tak karasz?!” Czekałam chwilę, ale nie dostałam żadnej
odpowiedzi. Właśnie w tym momencie wszystko zrozumiałam. Zostałam sama.
Od zawsze miałam tylko siebie, teraz nawet siebie podczas własnego biegu
na przód, zgubiłam.”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz